Wydarzenia

18 turnusów, 50 lat kapłaństwa. Ksiądz Władysław odnalazł w Zaborówcu źródło duchowej odnowy

18 turnusów, 50 lat kapłaństwa. Ks. Kolorz odnalazł w Zaborówcu źródło duchowej odnowy

Duszpasterz pielgrzymów z archidiecezji katowickiej od dekady wraca do tego samego miejsca. Tu doświadczył głębokich przeżyć duchowych i poprowadził innych ku przemianie. Przy okazji jubileuszu kapłaństwa opowiedział o tym, dlaczego Zaborówiec stał się dla niego szczególnym punktem na mapie Polski. Szukał miejsca na rekolekcje. Znalazł coś więcej – duchowy dom, do którego wraca od 2014 roku. Ksiądz Władysław Kolorz, duszpasterz pielgrzymów archidiecezji katowickiej, właśnie zakończył swój osiemnasty pobyt w Zaborówcu. Ten turnus okazał się wyjątkowy także z innego powodu – zbiegł się z pięćdziesiątą rocznicą jego święceń kapłańskich. TURNUSY NA REKOLEKCJE Z POSTEM DANIELA W ZABORÓWCU [2026] Pianie koguta i droga do opamiętania Rozmowę rozpoczął od zagadki ewangelicznej. – Co to jest za ptak, co zaśpiewał tak, że skała zapłakała? Tym ptakiem jest kogut, który kiedy zapiał, spowodował, że Piotr zapłakał – powiedział ksiądz Władysław. – Nasze życie też nieraz jest zagmatwane i też potrzebujemy takiego specjalnego miejsca, jakim jest Zaborówiec. To proste porównanie oddało istotę tego, czego szukają uczestnicy rekolekcji z postem Daniela. Czasem trzeba wyjechać z codzienności, by usłyszeć wewnętrzny głos wzywający do zmiany. Miejsce, które leczy ciało i duszę Ksiądz Kolorz trafił do Zaborówca w październiku 2014 roku. Szukał wtedy spokojnego miejsca na odprawienie rekolekcji dla siebie. Znalazł coś znacznie większego. – Jest to miejsce, w którym doświadczam głębokich przeżyć duchowych osobiście i także prowadząc rekolekcje obecnie – przyznał. – Dziękuję Panu Bogu za to, że w naszej ojczyźnie jest takie miejsce. Leży w krainie stu jezior, w przemęckim parku krajobrazowym. Pod względem przyrody jest to cudowne miejsce. Przez te lata zorganizował dla uczestników rekolekcji pielgrzymki do najważniejszych sanktuariów. Fatima, Ziemia Święta, Sokółka, Giecwałt – lista miejsc rosła z każdym rokiem. Sakramenty jako źródło łaski Podczas rekolekcji ksiądz Władysław kładł szczególny nacisk na odnowę życia sakramentalnego. – Odnawiamy sakramenty święte i uświadamiamy sobie, jak są one źródłami łaski Bożej dla każdego z nas – wyjaśnił. – Podczas tych rekolekcji doświadczyłem niesamowitych spowiedzi. Ludzie po wielu latach powracają do Boga. Harcerska drużyna na szlaku zdrowia Księdzu Władysławowi w rozmowie towarzyszyły inne uczestniczki turnusu z postem Daniela. Teresa, druhna z Hufca Ziemi Rybnickiej, przyjechała do Zaborówca już ósmy raz. Namówiła koleżanki z kręgu ZHP i od lat podróżują razem. – Wyczytałam w gazecie, że jest taki ośrodek – wspominała Teresa. – Oczywiście nikt nie chciał ze mną pojechać, namówiłam druhnę Krysię i pojechałyśmy. Kiedyśmy wróciły, efekty były bardzo dobre. Ten kto był raz, wraca tu zawsze. Dla harcerek propagujących zdrowy styl życia wśród dzieci wiedza zdobyta w Zaborówcu ma wymiar praktyczny. Kucharka grupy wprowadza nowe przepisy, ucząc się przygotowywać pasty warzywne, budynie czy wegetariański smalec. Teresa podzieliła się też osobistym świadectwem. Po przebytym zawale wiedza o zdrowym odżywianiu pomogła jej przygotować się do operacji. – Miałam taką wiedzę, że mogłam przez pół roku przygotować się do zabiegu, stosując właśnie to, czego się tu nauczyłam – powiedziała z wdzięcznością. Odkrywanie perełek ojczystego kraju Rekolekcje w Zaborówcu to nie tylko post i modlitwa. Uczestnicy wyruszyli na pielgrzymki do okolicznych sanktuariów. Odwiedzili Wieleń Zaobrzański z figurą Matki Bożej Ucieczki Grzeszników oraz Wschowę, gdzie w kaplicy papieskiej modlili się przed wizerunkiem Matki Bożej Pocieszenia. Napis w kaplicy papieskiej we Wschowie – „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi” – stał się mottem tego turnusu. W roku jubileuszowym pielgrzymi nadziei odnaleźli tu właściwą drogę życia. Rekolekcje z postem Daniela odbywają się w Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym im. św. Urszuli Ledóchowskiej w Zaborówcu. Post Daniela to dziesięciodniowa kuracja oparta na diecie warzywno-owocowej, inspirowana Księgą Daniela.

18 turnusów, 50 lat kapłaństwa. Ks. Kolorz odnalazł w Zaborówcu źródło duchowej odnowy Dowiedz się więcej »

Maja - uczestniczka Post Daniela w Zaborówcu

Myślałam, że chodzi tylko o dietę. W Zaborówcu odkryłam, czego naprawdę potrzebowałam

Maja z Głogowa zna dietę warzywno-owocową od ponad dwudziestu lat. Przez lata stosowała ją samodzielnie w domu. Dopiero w Zaborówcu zrozumiała, że sama dieta to za mało. Dziś wraca do nas regularnie od 2013 roku – czasem na cały turnus, czasem tylko na kilka dni. „Zawsze na Zaborówiec znajdę pieniądze i ochotę” – mówi. Majka przyjechała do Zaborówca pierwszy raz w 2013 roku. Planowała zostać trzy dni. Przedłużyła do pięciu. Powód? Ojciec Sebastianowicz prowadził wtedy rekolekcje. – Nie sposób było wyjechać. Były niezwykłe kazania, niezwykłe działanie Ducha Świętego – wspomina. Wiedziała już wtedy sporo o poście Daniela. Książkę dr Dąbrowskiej znała od 2000 roku. Elementy oczyszczania organizmu praktykował od lat 90. Myślała, że jedzie tylko po zdrowie. Życie napisało inny scenariusz. Hasło rodzinne: „Zaborówiec – ratunek!” Majka jest panikarą, jak sama o sobie mówi. Gdy w rodzinie coś się dzieje ze zdrowiem dzieci czy wnuków, rodzina ma swoje hasło. – Córka się śmieje, że mówię: Jezus Maria, jedziemy do doktora Urbana – opowiada, wspominając ważnego ortopedę z Wrocławia. Ale Majka ma też swoje własne, osobiste hasło. Dotyczy ono jej samej. – Jak trochę sobie narozrabiam z objadaniem się i zaniedbaniem, jak minie rok, dwa bez rekolekcji, to mówię sobie: Jezus Maria, Zaborówiec, ratunek! Trzeba jechać do Zaborówca – wyjaśnia ze śmiechem. – Nie na wszystko mnie stać. Chętnie bym jeździła po świecie, zwiedzała – przyznaje szczerze. – Ale na Zaborówiec zawsze znajdę pieniądze. To moje pierwsze miejsce. – Nigdy nie przedłożę żadnego wyjazdu turystycznego ponad Zaborówiec. Tutaj dostaję pełnię – mówi z przekonaniem. Grzeczna uczennica, która nigdy nie oszukuje Majka ma swoje zasady. Gdy przyjeżdża na post Daniela, trzyma się diety ściśle. Zero kompromisów, zero podjadania. – Jestem bardzo grzeczną uczennicą. Nigdy niczego zakazanego nie spożywam dodatkowo – podkreśla. Stara się być na wszystkim. Gimnastyka z Tomkiem, która łączy ćwiczenia z humorem. Spacery grupowe z różańcem. Wyjścia do lasu. Masaże. – Jest wszystko w zasięgu ręki – mówi. – I zawsze wszystko działa. Rezultat? Organizm się oczyszcza. Zdrowie się podratowuje. Człowiek prostuje się fizycznie i psychicznie. „Sama dieta pewnie by pomogła, ale nie dałaby tego, co daje komplet” Gdy Majka jechała pierwszy raz, nastawiała się na sprawy dietetyczne. Wiedziała o rekolekcjach, ale nie to było celem. Chciała oczyszczenia organizmu. Chciała lepszego samopoczucia. Coś się jednak zmieniło. – Zobaczyłam, że sama dieta miałaby korzyści fizyczne. Ale nie dałaby tego, co daje komplet – opowiada. Komplet to dieta plus duchowość. Kaplica, gdzie można adorować Pana Jezusa. Msza święta. Rekolekcje prowadzone przez różnych księży. – Za każdym razem jakikolwiek rekolekcjonista daje wspaniałe dary ze swojej wiedzy, ze swojego przekazu – mówi.   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Myślałam, że chodzi tylko o dietę. W Zaborówcu odkryłam, czego naprawdę potrzebowałam Dowiedz się więcej »

Ksiądz profesor Tadeusz Fitych

Ks. prof. Fitych: Trzeba widzieć człowieka integralnie – dusza i ciało

Po zatruciu tlenkiem węgla ksiądz profesor Tadeusz Fitych z Kudowy-Zdroju musiał nauczyć się żyć na nowo. Dziś, łącząc pracę naukową z aktywnością fizyczną, wspomagając się dietą warzywno-owocową, znajduje równowagę między wymaganiami umysłu a potrzebami ciała. Gdy ksiądz profesor Tadeusz Fitych przyjeżdża do Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu, przywozi ze sobą nie tylko bogaty bagaż doświadczeń naukowych i duszpasterskich, ale także rower. To niecodzienny widok – duchowny w stroju kolarskim, który między modlitwami i wykładami pokonuje kilkadziesiąt kilometrów po okolicznych ścieżkach. Zatrucie, które zmieniło perspektywę Historia rozpoczęła się ponad trzy dekady temu. Wikariusz, świeżo po doktoracie, przyjął prośbę biskupów o zastępstwo w parafii pod Zgorzelcem. Podczas tej posługi doszło do zatrucia tlenkiem węgla, które pozostawiło trwałe skutki. – Wujek, lekarz medycyny przemysłowej, powiedział: z jednej strony Pan Bóg i silny organizm, z drugiej ruch, ruch, ruch. Zacząłem chodzić po górach, jeździć na rowerze. Zostało mi to do dziś i pomaga – wspomina ksiądz profesor. Rehabilitacja przez ruch stała się stałym elementem jego życia. Dziś, pracując nad publikacjami naukowymi o dyplomacji watykańskiej czy dokumentując dziedzictwo kulturowe ziemi kłodzkiej, zawsze znajduje czas na aktywność fizyczną. Praca naukowa i troska o zdrowie Ksiądz profesor ma za sobą imponującą karierę. Przez osiem lat służył episkopatom Europy, był doradcą w Watykanie, dokumentował 220 obiektów małej architektury sakralnej na ziemi kłodzkiej. Za swoją pracę otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. – Pisząc wykłady, dostrzegałem kulturę kapliczek przydrożnych, wyjątkową w skali kraju – opowiada o jednym ze swoich projektów, którego wystawa obejrzała ponad 250 tysięcy osób. Intensywna praca umysłowa wymaga jednak przeciwwagi. Długie godziny przy komputerze kompensuje jazdą na rowerze i wędrówkami po górach. W Zaborówcu, podczas rekolekcji z postem Daniela, udaje mu się połączyć wszystkie te elementy. Post Daniela jako element większej całości W rekolekcjach opartych na 10-dniowej diecie warzywno-owocowej ksiądz profesor widzi wartość wykraczającą poza aspekt zdrowotny. – Trzeba widzieć człowieka integralnie: dusza i ciało. Łączyć pracę z odpoczynkiem – podkreśla duchowny, wskazując na benedyktyńską tradycję równowagi między modlitwą a pracą. Podczas pobytu w Zaborówcu pokonuje 20-30 kilometrów dziennie, uczestnicząc jednocześnie w pełnym programie rekolekcyjnym. Dieta warzywno-owocowa wspiera regenerację organizmu, ale równie ważny jest aspekt wspólnotowy. Wartość wspólnoty w pracy naukowej – Często żyję samotnie jako naukowiec i celibatariusz, a będąc wśród was, lepiej słyszę, czym żyje świat, jakie są zagrożenia i radości – przyznaje ksiądz profesor. Rekolekcje pozwalają mu wyjść z izolacji gabinetu naukowego i nawiązać relacje z ludźmi z różnych środowisk. Te doświadczenia wzbogacają jego pracę naukową, dając szerszą perspektywę i kontakt z rzeczywistością życia wiernych.     [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Ks. prof. Fitych: Trzeba widzieć człowieka integralnie – dusza i ciało Dowiedz się więcej »

Marzena na poście Daniela w Gnieźnie

Od Bremerhaven do Gniezna. Marzena o duchowej mocy postu Daniela

Marzena mieszka w Niemczech od ponad 30 lat. Jako świeżo upieczona mężatka przyjechała do nas już po raz drugi – najpierw do Zaborówca, teraz do Gniezna. Jej świadectwo to opowieść o przemianie, która wykracza daleko poza oczyszczenie organizmu. Kiedy Romek, nasz prowadzący, rozpoczynał rozmowę z Marzeną, od razu zwrócił uwagę na jej kwitnący wygląd. – To nie tylko dlatego, że jestem nowożeńcem, ale też post Daniela – śmiała się uczestniczka, która wraz z mężem Marcinem tworzy parę pełną energii i wzajemnego zrozumienia. Pierwsza próba nie wystarczyła Historia Marzeny z postami zaczęła się prozaicznie. Przez lata nie potrzebowała żadnych diet, kochała słodycze, które – jak sama mówiła – „nie robiły jej za bardzo dużo złego”. Wszystko zmieniło się wraz z wiekiem. – Przychodzi średniowiecze i wtedy okazuje się, że tu i tu gdzieś się odkłada – przyznała z rozbrajającą szczerością. Pierwszym krokiem była dieta dr Dąbrowskiej nad morzem. Doświadczenie okazało się niekompletne – brakowało czegoś więcej niż tylko zmiany jadłospisu. To właśnie wtedy Marzena i Marcin zaczęli szukać głębszego wymiaru oczyszczenia. O poście Daniela połączonym z rekolekcjami słyszała już wcześniej od koleżanek z Polskiej Misji Katolickiej w Bremerhaven, gdzie mieszka. Ale to Marcin odnalazł Zaborówiec. – Nie byłam za bardzo przekonana, chciałam bardziej nad morze, może Mielno – wspominała. – Ale on się uparł, że tu może być fajnie, więc przyjechaliśmy. Zaborówiec kontra Gniezno Po roku małżonkowie wrócili, wybierając tym razem Gniezno. Marzena podzieliła się swoimi przemyśleniami o obu lokalizacjach. – Zaborówiec jest dla kogoś, kto bardzo potrzebuje odpocząć, spokoju, znalezienia się w sobie. Gniezno jest bardziej kuszące, trzeba bardziej na pokusy uważać, bo jest blisko do centrum. Starówkę mamy 5-10 minut spacerkiem i te wszystkie knajpy… – porównywała. W Gnieźnie trafili na wyjątkowy czas – obchody tysiąclecia koronacji. Zwiedzali katedrę, wchodzili na wieże, schodzili do podziemi. Byli w Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Muzeum Początków Państwa Polskiego, gdzie przewodnik pan Jarosław z pasją opowiadał historię. Wieczorem uczestniczyli w widowisku przedstawiającym tysiącletnią historię Polski – od Mieszka I do świętego Jana Pawła II. Odwiedzili też Ostrów Lednicki z bramą tysiąclecia i śladami dziedzictwa Jana Pawła II. Najważniejsze dzieje się między ludźmi Ale prawdziwa magia rekolekcji z postem Daniela rozgrywa się nie podczas zwiedzania, lecz we wspólnocie. Marzena opowiadała o tym z autentycznym wzruszeniem. – Przyjeżdżasz tutaj, widzisz osoby, które na ulicy byś ominął albo większym, albo mniejszym kołem. Tu jesteś skonfrontowany z takimi osobami, którym wydaje ci się, byś się nie zaprzyjaźnił – mówiła. A potem następuje przemiana. Po kilku dniach wspólnych modlitw, siedzenia przy jednym stole, nocnych czuwań przy Najświętszym Sakramencie – wszystko się zmienia. – Te osoby są całkiem inne niż ten zewnętrzny wygląd. One mają coś w sobie. Dla mnie to jest bardzo wartościowe, że czasami odkrywam swoje wady w innych osobach i wtedy jest sygnał, żeby zacząć nad sobą pracować – wyjaśniała. Pod koniec turnusu atmosfera jest zupełnie inna. – Już cię nikt nie drażni, już cię nikt nie denerwuje. Jesteś spokojniejszym człowiekiem, umiesz zaakceptować tego innego, że jest inny. To jest dla mnie wielki sukces tego postu z tymi rekolekcjami – podkreślała Marzena. Małżeńskie wyzwania i drugie szanse Marzena i Marcin są świeżo po ślubie, ale oboje mają za sobą wcześniejsze doświadczenia małżeńskie. To daje im szczególną perspektywę. – Każdy żył w innej rodzinie, miał inne przeżycia, inną osobowość, charakter. Ta różnorodność może być ubogacająca, ale trzeba mieć więcej zrozumienia – tłumaczyła Marzena. Szczególnie trudne jest połączenie dwóch dojrzałych osobowości. – Oboje byliśmy tymi osobami, które były dominujące w małżeństwie, decydujące. To jest ciężkie, ale tutaj dzięki tym rekolekcjom, dzięki bliskości Pana Boga jest to łatwiej ogarnąć – przyznała. Wspólne modlitwy, nocne czuwanie, adoracja – to wszystko bardzo buduje i łączy. – Nawet bym poleciła małżeństwom, które mają jakieś kryzysy, żeby po prostu spróbować w ten sposób zacząć się porozumiewać – dodała. Post Daniela w praktyce Sam post to wyrzeczenie się kawy, słodyczy, mięsa i chleba. Dla Marzeny najtrudniejszy był brak tego ostatniego. – Kupiłam bardzo dobry chlebek z piekarni, który pieką na żytnym zakwasie. Najpierw pójdzie do zamrażarki, zanim nastąpi czas, kiedy będzie można go degustować – śmiała się. Najlepsze świadectwo to życie Na koniec Marzena podzieliła się refleksją o promowaniu rekolekcji. – Nie chcę robić za dużej reklamy. Boję się, że nie dostanę później miejsca – żartowała, ale zaraz dodała poważniej: – Namawianie kogoś to nie jest celem. Najlepsze będzie owoc z tych rekolekcji. Po pierwszym wyjeździe znajomi zaczęli pytać: „Czemu tak dobrze wyglądasz? Co się stało? Co zrobiłaś?”. – Ludzie są zainteresowani jak widzą owoce, a namawianie ich na takie posty… człowiek musi do tego sam dojrzeć – podsumowała. Marzena pozdrowiła serdecznie swoją Polską Misję Katolicką w Bremerhaven, księdza Krzysztofa, wszystkie koleżanki i znajomych, a także grupę biblijną działającą przy misji. My ze swojej strony dziękujemy jej za to piękne świadectwo i czekamy na kolejne spotkanie – czy to w Zaborówcu, Gnieźnie, czy w Obrze. Bo jak widać, każde miejsce ma swój niepowtarzalny charakter, ale wszędzie dzieje się ta sama, głęboka przemiana. [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Od Bremerhaven do Gniezna. Marzena o duchowej mocy postu Daniela Dowiedz się więcej »

Marcin od 35 lat mieszka w Niemczech. Urlop spędza na diecie warzywno-owocowej

Był w Zaborówcu, tym razem wybrał Gniezno. Marcin o swoich doświadczeniach z postem Daniela

Marcin, Polak mieszkający w Niemczech od 1989 roku, po raz drugi przyjechał na rekolekcje z postem Daniela. Tym razem wybrał Gniezno, by w sercu Polski doświadczyć głębokiego oczyszczenia organizmu i wewnętrznego wyciszenia. Niektórzy szukają luksusu i komfortu podczas urlopu. Marcin wraz z żoną Marzeną i córką wybrali coś zupełnie innego. Poświęcili ponad 10 dni urlopu, by przyjechać z Niemiec do Centrum Edukacyjno-Formacyjnego Archidiecezji Gnieźnieńskiej na rekolekcje z 10-dniową dietą warzywno-owocową. Droga do Gniezna Rok wcześniej Marcin uczestniczył w rekolekcjach w Zaborówcu. Doświadczenie było tak pozytywne, że postanowił wrócić, tym razem wybierając Gniezno. – Zaborówiec znamy, ma swoje zalety. Tam jest cisza, można się schować w sobie. A tutaj ciekawiło nas coś nowego – powiedział Marcin, emigrant od 35 lat mieszkający w Niemczech. Wcześniej próbował innych form oczyszczania organizmu, między innymi postu według metody pani Dąbrowskiej na Pomorzu. Tamten pobyt nie był jednak do końca trafiony. W luksusowym hotelu brakowało jedności między uczestnikami, ludzie się wyłamywali z diety. Tu było inaczej. Więcej niż detoks Marcin spodziewał się przede wszystkim oczyszczenia organizmu. Otrzymał znacznie więcej. Po 10 dniach poczuł jedność z grupą, którą początkowo oceniał powierzchownie. – Na początku pomyślisz: ten jest taki, ten jest inny. Po paru dniach weryfikujesz samego siebie. To zmusza do przemyśleń – przyznał Marcin. W tym roku w ciągu 10 dni schudł 4 kilogramy, choć wcale tego nie planował. Bardziej od utraty wagi cenił sobie pozbycie się toksyn i związków chorobowych. Siła resetu Marcin nie ukrywał, że nosi w sobie życiowe obciążenia. Rekolekcje dały mu możliwość zdystansowania się od codziennych stresów. To, co sam nazywa „resetem”, okazało się kluczowe dla jego równowagi psychicznej. – Po tych 10 dniach wyjeżdżasz z inną energią, pozytywniejszy na pewno  – mówił z przekonaniem. Szczególnie docenił możliwość rozmów z innymi uczestnikami w herbaciarni. Anonimowość i życzliwość pozwalały otworzyć się bardziej niż wśród znajomych.   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Był w Zaborówcu, tym razem wybrał Gniezno. Marcin o swoich doświadczeniach z postem Daniela Dowiedz się więcej »

Mariusz na poście Daniela w Zaborówcu

Gdy żona wie lepiej… Mariusz o swoim pierwszym poście Daniela

Mariusz przyjechał do Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu z pewną dozą niepewności. Jako debiutant nie wiedział, czego się spodziewać po 10-dniowej diecie warzywno-owocowej. Czasami najpiękniejsze historie zaczynają się od prostego „tak”. Mariusz wypowiedział je swojej żonie, gdy zaproponowała wspólny wyjazd na rekolekcje z postem Daniela. Ona już znała to doświadczenie – dla niego był to zupełnie nowy świat. Duchowa posługa przy ołtarzu – Zupełnie inna perspektywa się otwiera, gdy służy się przy ołtarzu – mówi Mariusz, który jako nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej asystował ojcu Piotrowi Różańskiemu podczas rekolekcji. Wspólna modlitwa psalmami o poranku, codzienna Eucharystia, wieczorne nieszpory – wszystko to tworzyło rytm dnia nastawiony na duchowy rozwój. Choroba jako część procesu oczyszczenia Mariusz nie ukrywa, że jego droga nie była łatwa. Przyjechał w dobrej kondycji zdrowotnej, a w trakcie rekolekcji dotkliwie zachorował. Musiał opuszczać niektóre punkty programu, jednak już po kilku dniach odzyskał siły. – Cieszy mnie ta wolność, że każdy może sobie tutaj regulować sam, wybierać jak chce. Kaplica jest dostępna 24 godziny na dobę – podkreśla uczestnik. To właśnie ta wolność wyboru stała się dla niego kluczowym odkryciem. Nikt nie był zmuszany do uczestnictwa we wszystkich aktywnościach. Każdy mógł słuchać swojego ciała i ducha. Dziś Mariusz zachęca innych do odwagi. Do powiedzenia „tak” na propozycję przemiany. Bo czasami jedno słowo może rozpocząć najpiękniejszą historię naszego życia.   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Gdy żona wie lepiej… Mariusz o swoim pierwszym poście Daniela Dowiedz się więcej »

Aldona na poście Daniela

Mistyczne doświadczenie podczas Mszy Świętej. Aldona z Warszawy o przemianie duchowej na rekolekcjach z postem Daniela

Aldona z Warszawy przyjechała do Zaborówca szukać czegoś dla ciała, a znalazła o wiele więcej. Podczas jednej z mszy świętych przeżyła tak głębokie wzruszenie duchowe, że serce biło jej tak mocno, jakby miało wyskoczyć z piersi. Kiedy Aldona kilka dni przed rozpoczęciem rekolekcji znalazła w internecie informację o turnusie w Zaborówcu, nie wahała się długo. Termin idealnie pokrywał się z jej urlopem, a połączenie rekolekcji z postem Daniela wydawało się wręcz wymarzone. – Początkowo szukałam czegoś bardziej dla ciała, ale jak znalazłam waszą ofertę, zobaczyłam, że są rekolekcje i post. Super, dwie pieczenie na jednym ogniu – powiedziała Aldona.. Modliła się tylko o jedno – jeśli Pan Bóg chce, by tam pojechała, niech będą jeszcze wolne miejsca. I były. Siła wspólnoty w trudnych momentach Turnus okazał się wyjątkowo liczny – około 70 osób wypełniło pomieszczenia Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego. Dla Aldony, która spodziewała się kameralnej grupy, było to zaskoczenie, ale jakże pozytywne. – Doświadczenie wspólnoty jest niesamowite. W grupie jest raźniej, zwłaszcza podczas diety. Ludzie się motywują, umacniają, dopingują – wspomina Aldona. Szczególnie ciepło wspomina swoje współlokatorki Olę i Jolę oraz imienniczkę Aldonę, z którą przypadkiem (choć jak mówi – przypadków nie ma) siedziała przy tym samym stole. Ta bliskość i wsparcie okazały się bezcenne, gdy przychodziły momenty kryzysu. Mistyczne przeżycie podczas Eucharystii Prawdziwy przełom nastąpił podczas jednej z mszy świętych. Wcześniej Aldona uczestniczyła w spotkaniu z Mieczysławem Guzewiczem, teologiem i doradcą rodzinnym, które mocno ją poruszyło. Ale to, co wydarzyło się później, przekroczyło wszystkie jej oczekiwania. – Ojciec Piotr powiedział podczas kazania, że jeśli czujemy zaproszenie do zmiany, to zmieniamy imię i odtąd jesteśmy córką i synem Bożym. Wtedy poczułam falę wzruszenia – relacjonuje. To, co nastąpiło potem, trudno jej opisać słowami. Wzruszenie było tak silne, że trwało do końca mszy. Podczas przeistoczenia serce biło tak mocno, że myślała, iż wyskoczy z klatki piersiowej. Prądy przeszywały całe ciało. – To było mistyczne, mocne doświadczenie. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje – przyznaje Aldona. Energia mimo niskokalorycznej diety Post Daniela, polegający na 10-dniowej diecie warzywno-owocowej, przyniósł zaskakujące efekty. Mimo spożywania zaledwie 400-800 kalorii dziennie, Aldona doświadczyła przypływu energii. – Moja rodzina się dziwi: „Jak to możliwe? Przecież ty nie jesz normalnie, same warzywa!” A jednak to działa. Czuję się lżejsza – mówi z uśmiechem Aldona. Dodaje, że nigdy nie była rannym ptaszkiem, a w Zaborówcu wstawała o 5:30 i miała energię na dwugodzinne spacery po okolicznych lasach. Przesłanie dla wahających się Aldona ma jasne przesłanie dla wszystkich, którzy słyszą zaproszenie do zmiany, ale się wahają. – Nie bójcie się podjąć tego zaproszenia. To musi być w gotowości, w otwartości serca – apeluje. Jej świadectwo pokazuje, że czasem szukamy czegoś dla ciała, a znajdujemy o wiele więcej – przemianę duchową, wspólnotę ludzi, którzy się wspierają, i doświadczenie Bożej obecności tak silne, że zmienia całe życie. Zobacz: Post Daniela pomógł jej w walce z celiaklią. Historia Doroty z Zaniemyśla [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Mistyczne doświadczenie podczas Mszy Świętej. Aldona z Warszawy o przemianie duchowej na rekolekcjach z postem Daniela Dowiedz się więcej »

Krystyna z Jastrzębia Zdroju

Śląska radość i wiara w uzdrowienie. Historia pani Krystyny z Jastrzębia-Zdroju

76-letnia Krystyna z Jastrzębia-Zdroju przyjechała do Zaborówca z problemami z nogami po operacji sprzed 14 lat. Po ośmiu dniach postu Daniela odzyskała kondycję, nauczyła się chodzić z kijkami i planuje przejść całą swoją dzielnicę. Kiedy pani Krystyna przekroczyła próg Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu, miała jedną myśl – wykorzystać „ostatni rok gwarancji” po operacji nóg. Dziś, po ośmiu dniach intensywnej kuracji, ta pełna humoru Ślązaczka planuje przejść z kijkami całą dzielnicę Bzie w rodzinnym Jastrzębiu-Zdroju. Koleżanka pokazała drogę Droga do Zaborówca rozpoczęła się od świadectwa koleżanki Moniki, która już po raz trzeci uczestniczyła w rekolekcjach z postem Daniela. To ona zabrała panią Krystynę swoim samochodem, pokonując czterogodzinną trasę ze Śląska. – Mam już nogi słabe. 14 lat po operacji, 15 rok gwarancji, to znaczy, że ja już przed gwarancją – powiedziała pani Krystyna z charakterystycznym śląskim humorem. Problemy z nogami sprawiały, że codzienna aktywność stawała się wyzwaniem. W domu brakowało motywacji do systematycznych ćwiczeń, a kondycja z każdym miesiącem była coraz słabsza. Kijki, które zmieniły wszystko Najważniejszym przełomem okazały się marsze z kijkami nordic walking pod okiem instruktora. Pani Krystyna przywiozła własne kijki, ale dopiero profesjonalna nauka sprawiła, że poczuła różnicę. – Widzę, że coraz to mi lepiej idzie. Jak pójdę do domu, to ja myślę, że nie wiem czy jak na tych kijkach to całe Bzie przejdę – mówiła z entuzjazmem. Po ośmiu dniach intensywnych spacerów i ćwiczeń kondycja znacznie się poprawiła. To, co wcześniej wydawało się niemożliwe, teraz stało się realnym celem. Duchowa odnowa w Zaborówcu Post Daniela to nie tylko aspekt fizyczny. Dla pani Krystyny równie ważne było doświadczenie duchowe, które przeżyła podczas rekolekcji. – Nigdy w życiu moim, a już 76 lat przeżyłam, nie miałam czegoś takiego wspaniałego. Wspaniała atmosfera, modlitwa. Jest i duchowo przytyć na duszy i schudnąć na ciele – podkreśliła uczestniczka. Codzienne spotkania z lekarzem, pogadanki duchowe i wspólna modlitwa stworzyły przestrzeń do głębokiej przemiany. Grupa okazała się wyjątkowo zgrana, a pani Krystyna szybko stała się jej duszą towarzystwa. Zobacz: Włókniak piersi zniknął po modlitwie. Halinka piąty raz w Zaborówcu   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Śląska radość i wiara w uzdrowienie. Historia pani Krystyny z Jastrzębia-Zdroju Dowiedz się więcej »

Nowa nadzieja po latach cierpienia. Anna z Rościnna o uzdrowieniu w Zaborówcu

Anna z Rościnna przyjechała do Zaborówca o kulach i z wysokim ciśnieniem. Po 10 dniach rekolekcji z postem Daniela mówi o cudzie, który się wydarzył – zarówno w jej ciele, jak i duszy. Gdy Anna pierwszy raz przekroczyła próg Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu, płakała przez kilka dni. Nie z bólu czy rozpaczy, ale ze szczęścia, że w końcu tu dotarła. – Ciągle coś stawało na przeszkodzie. Ostatnio nie dysponowałam fizycznie – wspomina 68-letnia mieszkanka Rościnna koło Skoków. Dramatyczna diagnoza Droga do Zaborówca rozpoczęła się w szpitalu, gdzie Anna miała przejść operację. Lekarze odwołali zabieg z powodu niebezpiecznie wysokiego ciśnienia krwi. – Ciśnienie było tak wysokie, że nie pozwolono mi się zoperować. Kazano mi się wyleczyć – opowiada. Stan zdrowia Anny pogarszał się od lat. Wszystko zaczęło się 27 lat temu podczas porodu trzeciego dziecka. – Podpisywałam zgodę na „cesarkę”, ale w bólu człowiek wszystko zrobi. Podwiązano mi jajniki bez mojej wiedzy – zdradza dramatyczne szczegóły. Konsekwencje tego zabiegu były dramatyczne. Anna zaczęła cierpieć na depresję, wysokie nadciśnienie, problemy z woreczkiem żółciowym. – Czułam wyraźnie, że dosłownie mózg mi drętwieje, i zanosiło się niestety na Alzheimera – mówi, wskazując na głowę. Wsparcie rodziny To właśnie bliscy zmotywowali Annę do wyjazdu. – Córka widziała: znowu gotujesz, znowu coś robisz. Mówiła, że mam zadbać o siebie – wspomina. Gdy zobaczyła ogłoszenie o rekolekcjach z postem Daniela pod patronatem świętej Urszuli Ledóchowskiej, od razu wiedziała, że to miejsce dla niej. Święta Urszula była jej bliska od lat. – Rozkochałam się w niej, gdy przeczytałam książkę „Dzieci rosną na kolanach matek”. Ona mnie napawała taką radością, że można było połączyć modlitwę z fajną pracą – wyjaśnia Anna. Przełom w Zaborówcu Pierwsze dni postu Daniela były trudne. Anna borykała się z kryzysami ozdrowieńczymi typowymi dla początku kuracji. Jednak już po kilku dniach nastąpił przełom. – Wczoraj osiągnęłam wynik ciśnienia 80/120. Przez cały czas na tabletkach miałam 100/160 – mówi z radością. Ale zmiany dotyczyły nie tylko ciała. – Półpasiec jakbym miała, tak się czułam, nie mogłam wstawać i dosłownie tutaj się rozeszło – opowiada o ustąpieniu dolegliwości, które męczyły ją latami. Sprawdź terminy na 2016 rok – TUTAJ. Osiem błogosławieństw Tematem przewodnim rekolekcji prowadzonych przez ojca Janusza Chwasta były osiem błogosławieństw. – Każdy dzień płakałam ze szczęścia. Coś dla siebie można było znaleźć. Rozważania ojca ubogaciły mnie i pobudziły do wybaczenia sobie – przyznaje Anna. W Zaborówcu odnalazła spokój, którego szukała od lat. – Mama Urszula dawała nam taki spokój swojski, taką łagodność. Poczułam się bezpieczna w tej miejscowości – mówi o atmosferze domu rekolekcyjnego. Nowe życie Po 10 dniach Anna jest jak odmieniona. Zniknęły opuchnięcia, ustąpiły bóle, ciśnienie się unormowało. – Jestem szczęśliwa, bo naprawdę dosłownie już bym chciała tutaj zostać. Tak mi tu dobrze, tak pięknie – nie kryje wzruszenia. Jej historia to świadectwo, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Post Daniela, wsparcie wspólnoty i modlitwa przyniosły efekty, których nie udało się osiągnąć latami leczenia farmakologicznego. Zobacz: Uzdrowienie i misja. Świadectwo księdza Ryszarda   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Nowa nadzieja po latach cierpienia. Anna z Rościnna o uzdrowieniu w Zaborówcu Dowiedz się więcej »

Para z Raciborza

Ponad 20 razy na diecie warzywno-owocowej. Historia pary z Raciborza

Para z Raciborza po raz dwudziesty uczestniczyła w rekolekcjach z postem Daniela. Ela i Jerzy dzielą się doświadczeniami z diety warzywno-owocowej połączonej z duchowym rozwojem. Nad jeziorem w Wieleniu, w malowniczej scenerii przyrody, Ela i Jerzy z Raciborza opowiedzieli nam o swoim wyjątkowym doświadczeniu. Para, mimo młodego wyglądu, to weterani rekolekcji z postem Daniela – uczestniczyli w nich ponad 20 razy. Przełomowy pierwszy raz Pierwsze spotkanie z dietą warzywno-owocową było dla małżeństwa szokiem. Po powrocie do domu całkowicie zmienili styl życia i odżywiania. Postanowili, że każdy urlop będą spędzać w sposób łączący troskę o ciało i ducha. – Byliśmy też na takim wyjeździe komercyjnym i tam było właściwie tylko ciało, i czegoś brakowało – wspomina Ela. Poszukiwania równowagi doprowadziły ich do Zaborówca, który stał się stałym punktem na mapie ich duchowej wędrówki. Fenomen wspólnoty Zaborówiec okazał się miejscem szczególnym. Ela nazywa go „wyspą życzliwości”, gdzie ludzie są dla siebie dobrzy i pomocni. Każdy turnus przynosi nowe doświadczenia, choć schemat diety pozostaje podobny. – Pod koniec to właściwie wszyscy rozmawiają o przepisach – co sobie zrobią, jakie to danie by zjedli, jakie ciasto by upiekli – opowiada z uśmiechem Ela. Jerzy, emeryt wciąż aktywny zawodowo, znalazł to miejsce przez internet. I choć Zaborówiec i Racibórz dzieli niemal 300 kilometrów, para wciąż tu wraca. Równowaga w codzienności Po latach praktyki para wypracowała zdrową równowagę. Nie doświadczają efektu jojo, choć przyznają, że pokusy się zdarzają. Ela przytacza słowa ojca Florencjana o pokusie na kawę, która może zaraz minąć. – Jest czas na umartwianie, jest czas na świętowanie – podkreśla Ela, nawiązując do Księgi Koheleta. W Zaborówcu odkryli sklep z naturalnymi produktami, gdzie zaopatrują się po zakończeniu turnusu. Dla kogo Zaborówiec? Ela szczerze przyznaje, że miejsce nie jest dla wszystkich. Osoby szukające komercyjnej rozrywki, dla których urlop to głównie jedzenie i zabawy, mogą się rozczarować. Choć wieczory radości też się odbywają, mają inny charakter. – Jak myśmy byli na komercyjnych to był taki trójkąt: stołówka, waga, WC – żartuje Ela. W Zaborówcu utrata wagi to tylko wartość dodana. Liczy się regulacja ciśnienia, cholesterolu, poziomu cukru i oczyszczenie organizmu z toksyn. Rekolekcje w Zaborówcu to czas wyciszenia i refleksji nad pędzącym życiem. To miejsce, gdzie można naładować akumulatory na cały rok. Motto ośrodka najlepiej oddaje istotę pobytu: „Przytyć na duszy, schudnąć na ciele”.   [button link=”https://www.zaborowiec.pl/rezerwacja/” type=”icon” newwindow=”yes”] Zarezerwuj pobyt lub skorzystaj z darmowej konsultacji[/button]  

Ponad 20 razy na diecie warzywno-owocowej. Historia pary z Raciborza Dowiedz się więcej »