Duszpasterz pielgrzymów z archidiecezji katowickiej od dekady wraca do tego samego miejsca. Tu doświadczył głębokich przeżyć duchowych i poprowadził innych ku przemianie. Przy okazji jubileuszu kapłaństwa opowiedział o tym, dlaczego Zaborówiec stał się dla niego szczególnym punktem na mapie Polski.
Szukał miejsca na rekolekcje. Znalazł coś więcej – duchowy dom, do którego wraca od 2014 roku. Ksiądz Władysław Kolorz, duszpasterz pielgrzymów archidiecezji katowickiej, właśnie zakończył swój osiemnasty pobyt w Zaborówcu. Ten turnus okazał się wyjątkowy także z innego powodu – zbiegł się z pięćdziesiątą rocznicą jego święceń kapłańskich.
– Co to jest za ptak, co zaśpiewał tak, że skała zapłakała? Tym ptakiem jest kogut, który kiedy zapiał, spowodował, że Piotr zapłakał – powiedział ksiądz Władysław. – Nasze życie też nieraz jest zagmatwane i też potrzebujemy takiego specjalnego miejsca, jakim jest Zaborówiec.
To proste porównanie oddało istotę tego, czego szukają uczestnicy rekolekcji z postem Daniela. Czasem trzeba wyjechać z codzienności, by usłyszeć wewnętrzny głos wzywający do zmiany.
Miejsce, które leczy ciało i duszę
Ksiądz Kolorz trafił do Zaborówca w październiku 2014 roku. Szukał wtedy spokojnego miejsca na odprawienie rekolekcji dla siebie. Znalazł coś znacznie większego.
– Jest to miejsce, w którym doświadczam głębokich przeżyć duchowych osobiście i także prowadząc rekolekcje obecnie – przyznał. – Dziękuję Panu Bogu za to, że w naszej ojczyźnie jest takie miejsce. Leży w krainie stu jezior, w przemęckim parku krajobrazowym. Pod względem przyrody jest to cudowne miejsce.
Przez te lata zorganizował dla uczestników rekolekcji pielgrzymki do najważniejszych sanktuariów. Fatima, Ziemia Święta, Sokółka, Giecwałt – lista miejsc rosła z każdym rokiem.
Sakramenty jako źródło łaski
Podczas rekolekcji ksiądz Władysław kładł szczególny nacisk na odnowę życia sakramentalnego.
– Odnawiamy sakramenty święte i uświadamiamy sobie, jak są one źródłami łaski Bożej dla każdego z nas – wyjaśnił. – Podczas tych rekolekcji doświadczyłem niesamowitych spowiedzi. Ludzie po wielu latach powracają do Boga.
Harcerska drużyna na szlaku zdrowia
Księdzu Władysławowi w rozmowie towarzyszyły inne uczestniczki turnusu z postem Daniela. Teresa, druhna z Hufca Ziemi Rybnickiej, przyjechała do Zaborówca już ósmy raz. Namówiła koleżanki z kręgu ZHP i od lat podróżują razem.
– Wyczytałam w gazecie, że jest taki ośrodek – wspominała Teresa. – Oczywiście nikt nie chciał ze mną pojechać, namówiłam druhnę Krysię i pojechałyśmy. Kiedyśmy wróciły, efekty były bardzo dobre. Ten kto był raz, wraca tu zawsze.
Dla harcerek propagujących zdrowy styl życia wśród dzieci wiedza zdobyta w Zaborówcu ma wymiar praktyczny. Kucharka grupy wprowadza nowe przepisy, ucząc się przygotowywać pasty warzywne, budynie czy wegetariański smalec.
Teresa podzieliła się też osobistym świadectwem. Po przebytym zawale wiedza o zdrowym odżywianiu pomogła jej przygotować się do operacji.
– Miałam taką wiedzę, że mogłam przez pół roku przygotować się do zabiegu, stosując właśnie to, czego się tu nauczyłam – powiedziała z wdzięcznością.
Odkrywanie perełek ojczystego kraju
Rekolekcje w Zaborówcu to nie tylko post i modlitwa. Uczestnicy wyruszyli na pielgrzymki do okolicznych sanktuariów. Odwiedzili Wieleń Zaobrzański z figurą Matki Bożej Ucieczki Grzeszników oraz Wschowę, gdzie w kaplicy papieskiej modlili się przed wizerunkiem Matki Bożej Pocieszenia.
Napis w kaplicy papieskiej we Wschowie – „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi” – stał się mottem tego turnusu. W roku jubileuszowym pielgrzymi nadziei odnaleźli tu właściwą drogę życia.
Rekolekcje z postem Daniela odbywają się w Archidiecezjalnym Domu Rekolekcyjnym im. św. Urszuli Ledóchowskiej w Zaborówcu. Post Daniela to dziesięciodniowa kuracja oparta na diecie warzywno-owocowej, inspirowana Księgą Daniela.
Maja z Głogowa zna dietę warzywno-owocową od ponad dwudziestu lat. Przez lata stosowała ją samodzielnie w domu. Dopiero w Zaborówcu zrozumiała, że sama dieta to za mało. Dziś wraca do nas regularnie od 2013 roku – czasem na cały turnus, czasem tylko na kilka dni. „Zawsze na Zaborówiec znajdę pieniądze i ochotę” – mówi.
Majka przyjechała do Zaborówca pierwszy raz w 2013 roku. Planowała zostać trzy dni. Przedłużyła do pięciu. Powód? Ojciec Sebastianowicz prowadził wtedy rekolekcje. – Nie sposób było wyjechać. Były niezwykłe kazania, niezwykłe działanie Ducha Świętego – wspomina.
Wiedziała już wtedy sporo o poście Daniela. Książkę dr Dąbrowskiej znała od 2000 roku. Elementy oczyszczania organizmu praktykował od lat 90. Myślała, że jedzie tylko po zdrowie. Życie napisało inny scenariusz.
Hasło rodzinne: „Zaborówiec – ratunek!”
Majka jest panikarą, jak sama o sobie mówi. Gdy w rodzinie coś się dzieje ze zdrowiem dzieci czy wnuków, rodzina ma swoje hasło. – Córka się śmieje, że mówię: Jezus Maria, jedziemy do doktora Urbana – opowiada, wspominając ważnego ortopedę z Wrocławia.
Ale Majka ma też swoje własne, osobiste hasło. Dotyczy ono jej samej. – Jak trochę sobie narozrabiam z objadaniem się i zaniedbaniem, jak minie rok, dwa bez rekolekcji, to mówię sobie: Jezus Maria, Zaborówiec, ratunek! Trzeba jechać do Zaborówca – wyjaśnia ze śmiechem.
– Nie na wszystko mnie stać. Chętnie bym jeździła po świecie, zwiedzała – przyznaje szczerze. – Ale na Zaborówiec zawsze znajdę pieniądze. To moje pierwsze miejsce. – Nigdy nie przedłożę żadnego wyjazdu turystycznego ponad Zaborówiec. Tutaj dostaję pełnię – mówi z przekonaniem.
Grzeczna uczennica, która nigdy nie oszukuje
Majka ma swoje zasady. Gdy przyjeżdża na post Daniela, trzyma się diety ściśle. Zero kompromisów, zero podjadania. – Jestem bardzo grzeczną uczennicą. Nigdy niczego zakazanego nie spożywam dodatkowo – podkreśla.
Stara się być na wszystkim. Gimnastyka z Tomkiem, która łączy ćwiczenia z humorem. Spacery grupowe z różańcem. Wyjścia do lasu. Masaże. – Jest wszystko w zasięgu ręki – mówi. – I zawsze wszystko działa.
Rezultat? Organizm się oczyszcza. Zdrowie się podratowuje. Człowiek prostuje się fizycznie i psychicznie.
„Sama dieta pewnie by pomogła, ale nie dałaby tego, co daje komplet”
Gdy Majka jechała pierwszy raz, nastawiała się na sprawy dietetyczne. Wiedziała o rekolekcjach, ale nie to było celem. Chciała oczyszczenia organizmu. Chciała lepszego samopoczucia.
Coś się jednak zmieniło. – Zobaczyłam, że sama dieta miałaby korzyści fizyczne. Ale nie dałaby tego, co daje komplet – opowiada.
Komplet to dieta plus duchowość. Kaplica, gdzie można adorować Pana Jezusa. Msza święta. Rekolekcje prowadzone przez różnych księży. – Za każdym razem jakikolwiek rekolekcjonista daje wspaniałe dary ze swojej wiedzy, ze swojego przekazu – mówi.
Po zatruciu tlenkiem węgla ksiądz profesor Tadeusz Fitych z Kudowy-Zdroju musiał nauczyć się żyć na nowo. Dziś, łącząc pracę naukową z aktywnością fizyczną, wspomagając się dietą warzywno-owocową, znajduje równowagę między wymaganiami umysłu a potrzebami ciała.
Gdy ksiądz profesor Tadeusz Fitych przyjeżdża do Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu, przywozi ze sobą nie tylko bogaty bagaż doświadczeń naukowych i duszpasterskich, ale także rower. To niecodzienny widok – duchowny w stroju kolarskim, który między modlitwami i wykładami pokonuje kilkadziesiąt kilometrów po okolicznych ścieżkach.
Zatrucie, które zmieniło perspektywę
Historia rozpoczęła się ponad trzy dekady temu. Wikariusz, świeżo po doktoracie, przyjął prośbę biskupów o zastępstwo w parafii pod Zgorzelcem. Podczas tej posługi doszło do zatrucia tlenkiem węgla, które pozostawiło trwałe skutki.
– Wujek, lekarz medycyny przemysłowej, powiedział: z jednej strony Pan Bóg i silny organizm, z drugiej ruch, ruch, ruch. Zacząłem chodzić po górach, jeździć na rowerze. Zostało mi to do dziś i pomaga – wspomina ksiądz profesor.
Rehabilitacja przez ruch stała się stałym elementem jego życia. Dziś, pracując nad publikacjami naukowymi o dyplomacji watykańskiej czy dokumentując dziedzictwo kulturowe ziemi kłodzkiej, zawsze znajduje czas na aktywność fizyczną.
Praca naukowa i troska o zdrowie
Ksiądz profesor ma za sobą imponującą karierę. Przez osiem lat służył episkopatom Europy, był doradcą w Watykanie, dokumentował 220 obiektów małej architektury sakralnej na ziemi kłodzkiej. Za swoją pracę otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.
– Pisząc wykłady, dostrzegałem kulturę kapliczek przydrożnych, wyjątkową w skali kraju – opowiada o jednym ze swoich projektów, którego wystawa obejrzała ponad 250 tysięcy osób.
Intensywna praca umysłowa wymaga jednak przeciwwagi. Długie godziny przy komputerze kompensuje jazdą na rowerze i wędrówkami po górach. W Zaborówcu, podczas rekolekcji z postem Daniela, udaje mu się połączyć wszystkie te elementy.
Post Daniela jako element większej całości
W rekolekcjach opartych na 10-dniowej diecie warzywno-owocowej ksiądz profesor widzi wartość wykraczającą poza aspekt zdrowotny.
– Trzeba widzieć człowieka integralnie: dusza i ciało. Łączyć pracę z odpoczynkiem – podkreśla duchowny, wskazując na benedyktyńską tradycję równowagi między modlitwą a pracą.
Podczas pobytu w Zaborówcu pokonuje 20-30 kilometrów dziennie, uczestnicząc jednocześnie w pełnym programie rekolekcyjnym. Dieta warzywno-owocowa wspiera regenerację organizmu, ale równie ważny jest aspekt wspólnotowy.
Wartość wspólnoty w pracy naukowej
– Często żyję samotnie jako naukowiec i celibatariusz, a będąc wśród was, lepiej słyszę, czym żyje świat, jakie są zagrożenia i radości – przyznaje ksiądz profesor.
Rekolekcje pozwalają mu wyjść z izolacji gabinetu naukowego i nawiązać relacje z ludźmi z różnych środowisk. Te doświadczenia wzbogacają jego pracę naukową, dając szerszą perspektywę i kontakt z rzeczywistością życia wiernych.
Marzena mieszka w Niemczech od ponad 30 lat. Jako świeżo upieczona mężatka przyjechała do nas już po raz drugi – najpierw do Zaborówca, teraz do Gniezna. Jej świadectwo to opowieść o przemianie, która wykracza daleko poza oczyszczenie organizmu.
Kiedy Romek, nasz prowadzący, rozpoczynał rozmowę z Marzeną, od razu zwrócił uwagę na jej kwitnący wygląd. – To nie tylko dlatego, że jestem nowożeńcem, ale też post Daniela – śmiała się uczestniczka, która wraz z mężem Marcinem tworzy parę pełną energii i wzajemnego zrozumienia.
Pierwsza próba nie wystarczyła
Historia Marzeny z postami zaczęła się prozaicznie. Przez lata nie potrzebowała żadnych diet, kochała słodycze, które – jak sama mówiła – „nie robiły jej za bardzo dużo złego”. Wszystko zmieniło się wraz z wiekiem.
– Przychodzi średniowiecze i wtedy okazuje się, że tu i tu gdzieś się odkłada – przyznała z rozbrajającą szczerością.
Pierwszym krokiem była dieta dr Dąbrowskiej nad morzem. Doświadczenie okazało się niekompletne – brakowało czegoś więcej niż tylko zmiany jadłospisu. To właśnie wtedy Marzena i Marcin zaczęli szukać głębszego wymiaru oczyszczenia. O poście Daniela połączonym z rekolekcjami słyszała już wcześniej od koleżanek z Polskiej Misji Katolickiej w Bremerhaven, gdzie mieszka. Ale to Marcin odnalazł Zaborówiec.
– Nie byłam za bardzo przekonana, chciałam bardziej nad morze, może Mielno – wspominała. – Ale on się uparł, że tu może być fajnie, więc przyjechaliśmy.
Zaborówiec kontra Gniezno
Po roku małżonkowie wrócili, wybierając tym razem Gniezno. Marzena podzieliła się swoimi przemyśleniami o obu lokalizacjach.
– Zaborówiec jest dla kogoś, kto bardzo potrzebuje odpocząć, spokoju, znalezienia się w sobie. Gniezno jest bardziej kuszące, trzeba bardziej na pokusy uważać, bo jest blisko do centrum. Starówkę mamy 5-10 minut spacerkiem i te wszystkie knajpy… – porównywała.
W Gnieźnie trafili na wyjątkowy czas – obchody tysiąclecia koronacji. Zwiedzali katedrę, wchodzili na wieże, schodzili do podziemi. Byli w Muzeum Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Muzeum Początków Państwa Polskiego, gdzie przewodnik pan Jarosław z pasją opowiadał historię. Wieczorem uczestniczyli w widowisku przedstawiającym tysiącletnią historię Polski – od Mieszka I do świętego Jana Pawła II. Odwiedzili też Ostrów Lednicki z bramą tysiąclecia i śladami dziedzictwa Jana Pawła II.
Najważniejsze dzieje się między ludźmi
Ale prawdziwa magia rekolekcji z postem Daniela rozgrywa się nie podczas zwiedzania, lecz we wspólnocie. Marzena opowiadała o tym z autentycznym wzruszeniem.
– Przyjeżdżasz tutaj, widzisz osoby, które na ulicy byś ominął albo większym, albo mniejszym kołem. Tu jesteś skonfrontowany z takimi osobami, którym wydaje ci się, byś się nie zaprzyjaźnił – mówiła.
A potem następuje przemiana. Po kilku dniach wspólnych modlitw, siedzenia przy jednym stole, nocnych czuwań przy Najświętszym Sakramencie – wszystko się zmienia.
– Te osoby są całkiem inne niż ten zewnętrzny wygląd. One mają coś w sobie. Dla mnie to jest bardzo wartościowe, że czasami odkrywam swoje wady w innych osobach i wtedy jest sygnał, żeby zacząć nad sobą pracować – wyjaśniała.
Pod koniec turnusu atmosfera jest zupełnie inna. – Już cię nikt nie drażni, już cię nikt nie denerwuje. Jesteś spokojniejszym człowiekiem, umiesz zaakceptować tego innego, że jest inny. To jest dla mnie wielki sukces tego postu z tymi rekolekcjami – podkreślała Marzena.
Małżeńskie wyzwania i drugie szanse
Marzena i Marcin są świeżo po ślubie, ale oboje mają za sobą wcześniejsze doświadczenia małżeńskie. To daje im szczególną perspektywę.
– Każdy żył w innej rodzinie, miał inne przeżycia, inną osobowość, charakter. Ta różnorodność może być ubogacająca, ale trzeba mieć więcej zrozumienia – tłumaczyła Marzena.
Szczególnie trudne jest połączenie dwóch dojrzałych osobowości. – Oboje byliśmy tymi osobami, które były dominujące w małżeństwie, decydujące. To jest ciężkie, ale tutaj dzięki tym rekolekcjom, dzięki bliskości Pana Boga jest to łatwiej ogarnąć – przyznała.
Wspólne modlitwy, nocne czuwanie, adoracja – to wszystko bardzo buduje i łączy. – Nawet bym poleciła małżeństwom, które mają jakieś kryzysy, żeby po prostu spróbować w ten sposób zacząć się porozumiewać – dodała.
Post Daniela w praktyce
Sam post to wyrzeczenie się kawy, słodyczy, mięsa i chleba. Dla Marzeny najtrudniejszy był brak tego ostatniego. – Kupiłam bardzo dobry chlebek z piekarni, który pieką na żytnym zakwasie. Najpierw pójdzie do zamrażarki, zanim nastąpi czas, kiedy będzie można go degustować – śmiała się.
Najlepsze świadectwo to życie
Na koniec Marzena podzieliła się refleksją o promowaniu rekolekcji. – Nie chcę robić za dużej reklamy. Boję się, że nie dostanę później miejsca – żartowała, ale zaraz dodała poważniej: – Namawianie kogoś to nie jest celem. Najlepsze będzie owoc z tych rekolekcji.
Po pierwszym wyjeździe znajomi zaczęli pytać: „Czemu tak dobrze wyglądasz? Co się stało? Co zrobiłaś?”. – Ludzie są zainteresowani jak widzą owoce, a namawianie ich na takie posty… człowiek musi do tego sam dojrzeć – podsumowała.
Marzena pozdrowiła serdecznie swoją Polską Misję Katolicką w Bremerhaven, księdza Krzysztofa, wszystkie koleżanki i znajomych, a także grupę biblijną działającą przy misji. My ze swojej strony dziękujemy jej za to piękne świadectwo i czekamy na kolejne spotkanie – czy to w Zaborówcu, Gnieźnie, czy w Obrze. Bo jak widać, każde miejsce ma swój niepowtarzalny charakter, ale wszędzie dzieje się ta sama, głęboka przemiana.
Marcin, Polak mieszkający w Niemczech od 1989 roku, po raz drugi przyjechał na rekolekcje z postem Daniela. Tym razem wybrał Gniezno, by w sercu Polski doświadczyć głębokiego oczyszczenia organizmu i wewnętrznego wyciszenia.
Niektórzy szukają luksusu i komfortu podczas urlopu. Marcin wraz z żoną Marzeną i córką wybrali coś zupełnie innego. Poświęcili ponad 10 dni urlopu, by przyjechać z Niemiec do Centrum Edukacyjno-Formacyjnego Archidiecezji Gnieźnieńskiej na rekolekcje z 10-dniową dietą warzywno-owocową.
Droga do Gniezna
Rok wcześniej Marcin uczestniczył w rekolekcjach w Zaborówcu. Doświadczenie było tak pozytywne, że postanowił wrócić, tym razem wybierając Gniezno.
– Zaborówiec znamy, ma swoje zalety. Tam jest cisza, można się schować w sobie. A tutaj ciekawiło nas coś nowego – powiedział Marcin, emigrant od 35 lat mieszkający w Niemczech.
Wcześniej próbował innych form oczyszczania organizmu, między innymi postu według metody pani Dąbrowskiej na Pomorzu. Tamten pobyt nie był jednak do końca trafiony. W luksusowym hotelu brakowało jedności między uczestnikami, ludzie się wyłamywali z diety. Tu było inaczej.
Więcej niż detoks
Marcin spodziewał się przede wszystkim oczyszczenia organizmu. Otrzymał znacznie więcej. Po 10 dniach poczuł jedność z grupą, którą początkowo oceniał powierzchownie.
– Na początku pomyślisz: ten jest taki, ten jest inny. Po paru dniach weryfikujesz samego siebie. To zmusza do przemyśleń – przyznał Marcin.
W tym roku w ciągu 10 dni schudł 4 kilogramy, choć wcale tego nie planował. Bardziej od utraty wagi cenił sobie pozbycie się toksyn i związków chorobowych.
Siła resetu
Marcin nie ukrywał, że nosi w sobie życiowe obciążenia. Rekolekcje dały mu możliwość zdystansowania się od codziennych stresów. To, co sam nazywa „resetem”, okazało się kluczowe dla jego równowagi psychicznej.
– Po tych 10 dniach wyjeżdżasz z inną energią, pozytywniejszy na pewno – mówił z przekonaniem.
Szczególnie docenił możliwość rozmów z innymi uczestnikami w herbaciarni. Anonimowość i życzliwość pozwalały otworzyć się bardziej niż wśród znajomych.
Mariusz przyjechał do Archidiecezjalnego Domu Rekolekcyjnego w Zaborówcu z pewną dozą niepewności. Jako debiutant nie wiedział, czego się spodziewać po 10-dniowej diecie warzywno-owocowej.
Czasami najpiękniejsze historie zaczynają się od prostego „tak”. Mariusz wypowiedział je swojej żonie, gdy zaproponowała wspólny wyjazd na rekolekcje z postem Daniela. Ona już znała to doświadczenie – dla niego był to zupełnie nowy świat.
Duchowa posługa przy ołtarzu
– Zupełnie inna perspektywa się otwiera, gdy służy się przy ołtarzu – mówi Mariusz, który jako nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej asystował ojcu Piotrowi Różańskiemu podczas rekolekcji.
Wspólna modlitwa psalmami o poranku, codzienna Eucharystia, wieczorne nieszpory – wszystko to tworzyło rytm dnia nastawiony na duchowy rozwój.
Choroba jako część procesu oczyszczenia
Mariusz nie ukrywa, że jego droga nie była łatwa. Przyjechał w dobrej kondycji zdrowotnej, a w trakcie rekolekcji dotkliwie zachorował. Musiał opuszczać niektóre punkty programu, jednak już po kilku dniach odzyskał siły.
– Cieszy mnie ta wolność, że każdy może sobie tutaj regulować sam, wybierać jak chce. Kaplica jest dostępna 24 godziny na dobę – podkreśla uczestnik.
To właśnie ta wolność wyboru stała się dla niego kluczowym odkryciem. Nikt nie był zmuszany do uczestnictwa we wszystkich aktywnościach. Każdy mógł słuchać swojego ciała i ducha.
Dziś Mariusz zachęca innych do odwagi. Do powiedzenia „tak” na propozycję przemiany. Bo czasami jedno słowo może rozpocząć najpiękniejszą historię naszego życia.